scandi

5 szokujących rzeczy, których dowiedziałam się o współczesnym stylu skandynawskim, przeglądając norweskie magazyny wnętrzarskie

Ostatni tydzień – dzięki uprzejmości mojego znajomego Norwega – spędziłam na studiowaniu najnowszych wydań norweskich magazynów wnętrzarskich. Moje studiowanie ograniczało się do analizowania fotografii ze słownikiem w ręku, bo po norwesku umiem tylko powiedzieć jedno brzydkie słowo i „saftig” (i w zasadzie nawet nie wiem, w jakim kontekście umieścić ten przymiotnik). Miałam jednak taki pomysł w głowie od dawna, bo… mam szczerze dosyć stylu skandynawskiego! Nie zrozumcie mnie źle, Skandynawowie mają naprawdę dobry gust, szczególnie doceniam ich uwielbienie dla naturalnych materiałów i geometrycznych wzorów. Problem w tym, że tego skandynawskiego podejścia do designu Polacy jednak chyba nie rozumieją. I tego właśnie mam po dziurki w nosie!

Jestem cichym obserwatorem na wielu forach i grupach skupiających miłośników projektowania wnętrz i z osłupieniem oglądam polską interpretację stylu skandynawskiego w postaci szaro-białych projektów mieszkań, w których gdzieniegdzie znajdzie się odrobina skrzętnie wygospodarowanego miejsca na jakiś kolor. Przypomina to wszystko po prostu kolejną wycieczkę po IKEI. Wcale nie lepiej wygląda to w popularnych polskich magazynach wnętrzarskich – tutaj biele i szarości przeplatają się wprawdzie z odrobiną zieleni, ale i tak długa droga do prawdziwego rozumienia istoty skandynawskiego stylu. Norweskie magazyny – a wybrałam jedne z popularniejszych: „Bo Bedre” oraz „Bonytt” – to dobry sposób na zweryfikowanie całości tego, co u nas współcześnie nazywamy „scandi”, ponieważ Norwegowie chętnie sięgają zarówno po duński, jak i szwedzki czy nawet fiński design.

1. Drewniana podłoga w skandynawskim domu nie musi być biała

W zasadzie ostatnimi czasy nawet nie może. Kilka miesięcy temu po targach w Hannoverze w wywiadzie, który przeprowadziła ze mną Luiza Krolczuk-Wyganowska, wspomniałam, że bielone podłogi to przeżytek. Wiedzą o tym też w redakcji magazynów „Bo Bedre” i „Bonytt”, bo w przeważającej większości pokazują mieszkania i domy, w których podłoga jest dębowa, a co najważniejsze – jest w kolorze naturalnym! Mnóstwo jest także podłóg postarzanych, wpadających w odcienie wyblakłego beżu lub brązu dotkniętego subtelną bielą. Desek typowo bielonych, które w mniemaniu Polaków świadczą o tym, że ktoś ma „skandynawskie wnętrze”, jest jak na lekarstwo, choć oddaję sprawiedliwość miłośnikom bezwzględnej bieli – nie jest tak, że nie ma ich wcale. Patrząc na kolekcję Cityfloor, powiedziałabym, że podłogi, które spodobałyby się Szwedowi czy Norwegowi, to INNSBRUCK, PALERMO i MIAMI. I niech nikogo nie zdziwi, że będą one w ich domach ułożone w jodełkę klasyczną czy nawet francuską.

2. Skandynawowie uwielbiają złoto

Oczywiście stosują je wszędzie tam, gdzie każe im ich własny, dobry gust. I tak: złote baterie w łazience, lampy w kolorze postarzanego złota czy mieniące się specyficznym połyskiem stoliki kawowe to chleb powszechni. Inne materiały, które w miesięczniku „Bonytt” zostały wyróżnione jako warte uwagi i podpisano je sugestywnym hasłem „Moderne metaller” to stal, stal nierdzewna, chrom, aluminium, mosiądz, miedź oraz kute żelazo. I uwaga: szczególnie w dobrym guście jest mieć stalowe przybory kuchenne, dzbanek czy nawet kieliszki do martini.

Processed with VSCO with f2 preset

3. Uwielbiają też kolory

Przeglądając norweską prasę wnętrzarską, dogłębnie zrozumiałam pojęcie, jakim określa się tego typu wydania: „kolorowe magazyny”. W istocie kolory ziemi to motyw przewodni w większości wnętrz, ale nie dajmy się zwieść pozorom – styl skandynawski to naprawdę wszystkie, wszystkie kolory tęczy! I kiedy miałam skonkludować, że nie ma chyba tylko pomarańczowego, moim oczom ukazała się wściekle łososiowa ściana w gabinecie pewnego Norwega. Pomyślicie pewnie, że łososiowy to, jak by nie patrzeć, zupełnie nie jest różowy kolor, ale zapewniam was, że różowość tego ściennego łososia jest prawdziwie chemiczna.

4. …a w szczególności błękity i zielenie

Poza kuchnią i łazienką w całym mieszkaniu Norwega czy Szweda jest dla bieli naprawdę mało miejsca i nie ucieknę od stwierdzenia, że w stylu skandynawskim ciepłe i chłodne kolory ziemi to fundament, na którym buduje się współcześnie modne wnętrze. To, co jednak zdecydowanie wyróżnia się na stronach marcowych i kwietniowych wydań magazynów, które przyglądałam, to cała gama błękitów (od agresywnego indygo, przez przybrudzony błękit pruski, po mariaż ultramaryny z szarością) oraz zieleni (w szczególności khaki i butelkowa lub morska zieleń). To fantastyczne, że na kilku stronach norweskiego magazynu widzę wnętrze niemal w całości skomponowane z błękitów i w zasadzie jedynym kontrastem dla tego tańca modro-sinych ścian i mebli jest bielona podłoga i idąca z nią w parze listwa ze śnieżnobiałego MDF-u. Nie będę wspominała o całej gamie zieleni, bo odeślę was po prostu do Kasi z bloga Koza Domowa, która – jak mi się wydaje – w swoim mieszkaniu najwierniej odzwierciedla tę skandynawską chęć kontaktu z naturą.

5. W stylu skandynawskim drewno leży nie tylko na podłodze, ale też na ścianie i suficie

Drewniana podłoga w kuchni to wciąż dla wielu ludzi rzecz nie do pomyślenia, a tymczasem widzę, że w stylu skandynawskim to istny must have! A to dopiero początek… Drewno, a w przeważającej części dąb, to materiał, który w norweskim domu można wykorzystać niemal wszędzie: wyłożyć nim ściany (bardzo chętnie w jodełkę!), sufit, kuchenne blaty, taras, ogród, a najlepiej to wykonać z niego karkołomne konstrukcje oddzielające salon od części gościnnej. I nie, drewno nie stanowi w tych wnętrzach miłego akcentu, jak to bywa w naszych polskich interpretacjach, ale zdecydowanie gra główną rolę – i to niezależnie od funkcji pomieszczenia. I jeszcze raz podkreślę – nie jest to dąb bielony, tylko w zupełności naturalny, a najczęstszym wyborem jest nawet zupełnie surowy odcień tego materiału.

Pisząc ten tekst, chciałam do minimum ograniczyć bezpośrednie wytykanie różnic między tym, jak współczesny styl skandynawski interpretowany jest przez Polaków a tym jak faktycznie wygląda na północy Europy, bo te różnice może samodzielnie wychwycić każdy, kto przynajmniej 15 minut dziennie poświęca na przeglądanie stron internetowych dotyczących wystroju wnętrz. Zresztą nie do mnie należy także pouczanie, co należy w tej kwestii robić, a co nie, ale trudno jest mi z akceptacją patrzeć na tysiące powielanych biało-szaro-czarnych projektów podpisywanych hasłem „styl skandynawski”, w których widać tylko beton, welurową sofę znanej duńskiej marki i długo, długo nic. Nie sugeruję także, że w Polsce nikt nie umie się z powyższym stylem obchodzić, bo sama współpracuję z co najmniej tuzinem architektów, którzy dbają o autentyczność swoich prac i zdecydowanie wiedzą, co w trawie piszczy. Ale malkontentom polecam prenumeratę.

Karolina Waruszewska

Dyrektor kreatywna firmy Citydesign. Z wykształcenia filolog polski i historyk. Z pasji – znawczyni kolorów i kształtów, krytyczka rzeczy ładnych i brzydkich, odkrywczyni nowych horyzontów designu. Z konsekwencją poszukuje nowych rozwiązań kolorystycznych dla kolekcji Cityfloor oraz stoi na straży estetyki.